Niepoprawny i utalentowany. Samouk, potrafiący zaczarować prawie każdy instrument. Dbający w muzyce o szczegóły. Poszukujący nowych brzmień, które dawałyby innym radość. Mariusz Wilk.
Świdniczanin, którego pasją i sposobem na życie jest muzyka.
Poznał chyba wszelkie możliwe gatunki. Związany ze sceną od najmłodszych lat. Każdy projekt, w jakim brał udział, stanowił już tylko uzupełnienie jego dążeń i zamysłów artystycznych. Z dewizą zaczerpniętą od Beethovena: "Muzyka jest wyższym objawieniem niż wszystka mądrość i jakakolwiek filozofia" idzie swoją artystyczną drogą. Wciąż wzbogaca warsztat i czeka na własne pięć minut. Bo każdy ma własne życie i sam, jeśli tylko chce, potrafi je kreować.
O tym, jak postrzega siebie, muzykę i co chciałby przekazać innym, opowiedział dla świdniczanie.pl w wolnej chwili między koncertami, a pracą zawodową:
R: Jest Pan związany z muzyką od zawsze. Od 13-stego roku życia samodzielnie tworzy Pan grupy muzyczne. Skąd taka fascynacja?
MW: Urodziłem się z potrzebą grania, śpiewania, tworzenia. W wieku 13 lat byłem pod wielkim wpływem brytyjskiej formacji Depeche Mode. Wyobrażałem sobie, że stoję na scenie i stało się.
R: Czy to właśnie wpłynęło na założenie przez Pana pierwszego zespołu „New Graphic", o specyficznej nazwie poniekąd, gdyż w wolnym tłumaczeniu to po prostu „nowa szata graficzna"? Jak na trzynastolatka - w owym okresie - jakby trochę zbyt dojrzała? A może to była tylko taka poza dorastającego chłopaka, który chciał zaimponować dziewczynom? :)
MW: Chciałem zrobić coś nowego, niezwykłego, nową szatę, nową grafikę. To był efekt ogromnej potrzeby grania i miłości do muzyki. Mając 13 lat nie miałem za dużo wspólnego z dziewczynami. :)
R: Wspomnienia z muzycznej drogi młodego człowieka często związane są ze środkami masowego przekazu oraz domem rodzinnym. Czy w Pana przypadku zainteresowanie/a muzyką tak „na poważnie" otarły się o teledyski MTV, czy może jakąś rolę odegrali w tym najbliżsi? Czy miało to wpływ na spojrzenie na muzykę w ogóle?
MW: Najbliżsi nie mieli wpływu na moją drogę muzyczną. Wszystko działo się powoli i naturalnie. Był taki moment, że rodzice chcieli mnie wysłać do szkoły muzycznej, ale ja zaprotestowałem. W wieku 15 lat sam zdecydowałem się na szkołę muzyczną, ale wytrwałem tam zaledwie kilka dni. W tych „dobrych" czasach MTV oglądałem często. Szczególnie lubiłem koncerty.
R: Pierwszy występ przed publicznością: przyniósł nadzieję na dalszy rozwój, czy tylko zabawę w muzyka?
MW: Nigdy nie bawiłem się w muzyka. Od najmłodszych lat traktowałem to bardzo poważnie. Pierwszy występ przed publicznością to było coś zupełnie kosmicznego:). Dawało to jednak nadzieję na dalszy rozwój.
R: Przez kilkanaście lat brał Pan udział w rożnych projektach muzycznych, grał i śpiewał z różnymi składami. Który z tych etapów uważa Pan za najbardziej twórczy?
MW: Pierwszy okres twórczy nastąpił, gdy stawiałem pierwsze kroki na scenie. Powstało wtedy dużo dobrych piosenek o zabarwieniu rockowo punkowym. Teraz, w 2010 roku, jest taki szczególny etap, gdzie jestem wyjątkowo otwarty i twórczy.
R: Dlaczego wobec tego poszedł Pan dalej i tworzył kolejne grupy, pomyślał o solowym projekcie?
MW: Wszystko dzieje się naturalnie, ludzie przychodzą, odchodzą, tworzą się nowe grupy. Nie patrzę na to, co dziś robię, jak na solowy projekt. Jestem bardzo zorganizowanym człowiekiem. Inwestuję w siebie, a co dalej będzie, czas pokaże.
R: Zapytam więc inaczej: który moment w Pana twórczości był dla Pana taką „Inwazją Mocy", dopingował do wzmożonej pracy i dawał szansę oraz nadzieję na powodzenie?
MW: Czuję, że to właśnie teraz dopiero jest ta wyjątkowa „Inwazja Mocy".
R: Jak widzę, jest to okres nie tylko wzmożonej pracy, ale również ogromnej świadomości, że to, co Pan robi, ma właśnie ogromną szansę spełnić oczekiwania. Pana muzyka emanuje pasją, która niestety rzadko spotykana jest na współczesnej scenie. Jak odnajduje Pan w sobie tak szaleńczą energię? Skąd ta pasja? Kto lub co jest motorem, jaki Pana napędza i motywuje do dalszego działania?
MW: Z pasją się urodziłem, a moja szaleńcza energia cały czas rośnie. Jestem otwartym człowiekiem i mam wielki szacunek do innych. Tworzę sztukę, a to, co się z tym stanie, to zupełnie inna sprawa. Tak naprawdę, to teraz dopiero zaczynam....
R: Proszę mi jeszcze wobec tego powiedzieć, skąd pomysły na teksty? Czy równie, jak strona dźwiękowa, tak i one stanowią dla Pana ważną sferę? Kto je pisze?
MW: Pomysły na teksty biorą się z życia. Tekst jest integralną częścią piosenki. Jako wokalista jestem szczególnie z tym związany, gdyż śpiewając, opowiadam o czymś i chcę być w tym jak najbardziej prawdziwy.
R: Nie sądzi pan, że mogą one, dla niejednego słuchacza, być marzycielskim wyznaniem romantyka? Jak jest naprawdę? Czy są wyrazem samoświadomości, próbą ogarnięcia własnej dwoistości, czy to po prostu jest to czysta obserwacja życia i ludzkich zachowań?
MW: Obserwuję świat, ludzi, wyciągam wnioski, piszę o tym, co widzę, czuję i wiem. Potrafię w jednym tekście poruszać kilka wątków. Każdy może sobie to zinterpretować po swojemu. W moich tekstach zawarta jest rzeczywistość i prawda. Nie ma tu miejsca na marzycielskie wyznania romantyka.
R: No dobrze. Może więc powiedzmy o ostatnich sukcesach: utwór „Znak" z 2009 roku, niezwykle nastrojowy, nagrany z zespołem Virez, którego założycielem był również Pan, zakwalifikował się do Międzynarodowego Festiwalu Carpathia 2009 i przez publiczność został przyjęty bardzo żywiołowo. Czy sądzi Pan, że właśnie takie utwory: odrobinę melancholijne, poniekąd jednak dające nadzieję, o miłości, rozterkach i wierze w lepsze jutro, mają szansę powodzenia w dzisiejszym zabieganym i, nie ukrywajmy, mono nonszalanckim świecie ludzi młodych?
MW: To fakt, zostaliśmy przyjęci bardzo ciepło. Myślę, że nie tyle dzięki samej piosence, a również przez podejście do publiczności. Uważam, że artyści, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, mają szanse powodzenia zawsze i w każdych czasach.
R: Czy nie sądzi Pan jednak, że nadzieja, jaka wyziera z Pana tekstów, może być obca dla młodego odbiorcy? W końcu młodzież postrzegana jest jako ta, która wszystko dzisiaj upraszcza ...
MW: Piszę o sprawach ludzkich. Każdy człowiek pragnie akceptacji, szczęścia, miłości. Nie kieruję mojej muzyki do konkretnego odbiorcy. Czasy się zmieniają i podejście do sztuki też. Tekst, czy muzyka, to nie wszystko - liczy się całokształt.
R: No dobrze, piękno ludzkich uczuć zawarte w tekstach i dźwiękach, dotychczas ujmował Pan w raczej subtelne i melodyjne kompozycje. Ostatnie utwory, jakie Pan zaproponował, a więc między innymi "Kocham Cię" i „Stań obok mnie", maja w sobie coś drapieżnego. Dźwięki są cięższe, tekst również przykuwa uwagę odmiennością stylu. Skąd taka zmiana?
MW: Zmiany następują zupełnie naturalnie. Otworzyłem się bardziej i odnalazłem swoją drogę. To jest takie odnalezienie siebie w sobie. Dźwięki są bardziej prawdziwe. Sam do końca nie wiem, skąd się biorą. Wychodzą po prostu ze mnie.
R: Czy mam rozumieć, że pojawił się duży zwrot ku rockowi zamiast popu? Czy to ścieżka dźwiękowa zapowiadająca solowy projekt?
MW: Skoncentrowałem się bardziej na gitarach, ale nadal nie jest to mega ostre granie. Robię to, co czuję i teraz widocznie taki czas nastał. Jest to ścieżka zapowiadająca może pierwszą płytę.
R: Na portalu muzzo.pl., gdzie można miedzy innymi odnaleźć Pana kompozycje, pojawił się komentarz, że osoba, która była inspiracją do stworzenia tych utworów, musiała być niezwykła. Jak to naprawdę jest z „metodą na piosenki"? Pracuje Pan nad nimi cierpliwie i uważnie, czy pomysły przychodzą spontanicznie? Maja związek z wydarzeniami w Pana życiu?
MW: Bywa różnie. Czasem tekst przychodzi z muzyką, a innym razem oddzielnie. Piszę o tym, co widzę i o tym, co sam przeżyłem.
R: Czy nie sądzi Pan, że wpływ na to, co Pan robi, może mieć również muzyka, jakiej Pan słucha? Z tego, co udało mi się ustalić, absorbowała Pana twórczość Depeche Mode, Kurta Cobaina, muzyka poważna...
MW: Myślę, że miało to ogromny wpływ na moje życie. Zawsze chciałem grać, występować, a niektóre zespoły bardzo się do tego przyczyniły.
R: Jak widzę, poznał Pan nie tylko dorobek wielkich muzyków. Sam przez lata wchodził Pan do muzycznego show bussinesu: kierował Pan przecież marketingiem koncertów zespołów, z jakimi Pan pracował i pracuje. Co sądzi Pan o możliwościach wejścia na polski rynek muzyczny? Jest trudniej niż kiedyś? Łatwiej? Co stanowi wyznacznik tego, że jednym się udaje, inni wciąż szukają swojej drogi?
MW: Trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. Gdyby radio puszczało więcej polskiej muzyki, byłoby na pewno łatwiej i dawałoby to nadzieję na rozwój.
R: 8 maja 2010 r. ruszyła długo oczekiwana przez fanów Pana strona internetowa. Czy sądzi Pan, że wirtualny świat ma większą moc sprawczą i szybciej pozwoli dotrzeć do Pana również ludziom z branży?
MW: Na dzień dzisiejszy Internet ma naprawdę wielką moc. Jest to miejsce, gdzie można się pokazać, zaprezentować swoją twórczość. Coś w rodzaju CV.
R: Pana galeria zdjęć może nieco niektórych szokować, a nawet drażnić. Wydaje się Pan osobą nad wyraz wrażliwą, a jednak fotografie zamieszczone na stronie nie bardzo mają związek z „grzecznym i ładnym chłopcem". To tylko wizerunek, czy może w końcu chciał Pan pokazać swoje prawdziwe ego? Prawdę mówiąc nasuwa mi się tutaj obrazek z występu Axla z Guns'N'Roses...: fantastyczny utwór o relacjach damsko-męskich, a wokalista jakby wyjęty z zupełnie innej bajki.
MW: Nie chcę być postrzegany tylko jako grzeczny i ładny chłopiec, bo to nie odzwierciedla tak do końca mojego wnętrza. Lubię być drapieżny. Mam bardzo dobrze rozwiniętą sferę duchową. Bardziej zależy mi na tym, żeby spojrzeć na mnie i zastanowić się, o co chodzi.
R: W trakcie każdej rozmowy z muzykiem powinno paść pytanie o najlepszą, według samego artysty, jego kompozycję. Jak zatem jest u Pana: który z utworów uważa Pan za najlepszy, jak do tej pory, i dlaczego?
MW: Bardzo lubię Kocham Cię, Ponad czas i Stań obok mnie. I tak zamierzam grać.
R: Ostatnie standardowe pytanie: czego można Panu życzyć?
MW: Koncertowania, nagrywania, robienia dobrej muzyki. Życia w miłości, w zgodzie z sobą i naturą.
R: Czekamy zatem na Pana płytę i życzymy wszystkiego, czego Pan sam sobie życzyJ
tagi: wilk, muzyka, kompozytor,
a ja dowiedziałem sie, że istnieje dopiero niedawno...szkoda, ma chlop powera!
podoba sie. kojarze pana Mariusza z desek teatralnych, gdzie wystepowal niejednokrotnie :)
bardzo fajny wywiad... fajny gość i nuta dobrze wpadająca w ucho!
11 września świat jakby przystaje… To dzień wspomnienia o tych, którym seria czterech ataków terrorystycznych, przeprowadzonych rano ,we wtorek, 11 września 2001 roku ,na terytorium Stanów Zjednoczonych ,za pomocą uprowadzonych samolotów pasażerskich, odebrano życie. To dzień w jakim wielu ponownie opłakuje małżonków, dzieci, znajomych.
Młodziutka ,a jednak nad wiek dojrzała w swoich wypowiedziach. Niezwykle skromna przy tym w sposobie bycia. Mając „naście” lat oczarowała swoim oryginalnym niskim głosem Kubę Wojewódzkiego, Agnieszkę Chylińską, Macieja Maleńczuka a także Piotra Rubika, który nie wyobrażał sobie własnej nowej płyty bez jej udziału. Określana jako niezwykły talent i nadzieja na przyszłość. Zakochana w muzyce od zawsze.
Ostatnie wybory samorządowe nie były zbyt łaskawe dla Ryszarda Wawryniewicza, byłego wicestarosty świdnickiego. Społeczne „”nie” pozostawiło go …bez pracy. Jednak… Pan Wawryniewicz nie musi już dbać o swoje zatrudnienie. Jest Prezesem Spółki Inwestycje Świdnickie. I to on pokieruje pracami budowy Parku Wodnego w Świdnicy.
Można już typować pierwsze spotkania. Po raz pierwszy w kilkuletniej historii naszej zabawy będziemy typowali wyniki meczów I ligi. Wszystkie pozostałe zasady są takie same, jak dotychczas.
Rozpoczął sie już nowy sezon judo w UKS „JUDO” Świdnica, w jakim stworzono nowe grupy dla dzieci i młodzieży.