poniedziałek Listopad 20, 2017

STOP rozbiórkom altan!

2014.10.16 406 Wyświetleń 2 komentarze
Fot. Altana R. Drzewiczak-Milewska
Fot. Altana R. Drzewiczak-Milewska

Czy ty też złamałeś prawo budowlane?

9 stycznia 2014r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok stawiający pod znakiem zapytania legalność, a więc i dalsze istnienie, prawie wszystkich altan w ogrodach działkowych. NSA poparł stanowisko nadzoru budowlanego, iż z ustawy prawo budowlane wynika, że bez decyzji o pozwoleniu na budowę w ogrodzie działkowym można postawić jedynie altanę pozbawioną litych ścian. Wszystkie obiekty nie spełniające tych warunków, a wzniesione bez pozwolenia na budowę, są wg nadzoru budowlanego samowolą budowlaną. Od 9 stycznia br. praktycznie każdy z działkowców powinien więc mieć świadomość, że – w opinii urzędników – złamał prawo budowlane. Aby uniezależnić się od uznaniowych decyzji urzędników, musimy doprowadzić do nowelizacji prawa budowlanego.

Dlaczego projekt obywatelski?

Wydawać by się mogło, że zmiana prawa, znosząca zagrożenie rozbiórką wobec 900 000 altan, stanie się przedmiotem szybkiej nowelizacji. Jednak 6 miesięcy po kontrowersyjnym wyroku, pomimo nagłośnienia sprawy przez PZD i licznych publikacji na ten temat w mediach, żaden z podmiotów władzy publicznej nie skierował nowelizacji do Sejmu.

W tej sytuacji Krajowa Rada PZD uznała za konieczne zainicjowanie opracowania obywatelskiego projektu ustawy. 26 czerwca 2014r. powołano Komitet Inicjatywy Ustawodawczej STOP ROZBIÓRKOM ALTAN. To kolejna – po promowanym pod hasłem „OCALMY OGRODY!” projekcie ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych uchwalonym przez Sejm 13 grudnia 2013r. – inicjatywa ustawodawcza PZD. Wówczas dzięki zebraniu miliona podpisów obywateli udało się ocalić ogrody i działkowców przed odebraniem im ich praw. Tym razem projekt PZD ma powstrzymać wizyty w ROD przedstawicieli nadzoru budowlanego żądających rozbiórki altan.

Co proponuje PZD?

Projekt ustawy zakłada, że obiekty wznoszone przez działkowców będą określane mianem „altany działkowej”. Budowa tych niewielkich budynków rekreacyjno-wypoczynkowych, o powierzchni zabudowy do 35m2 i wysokości 5m(przy dachu płaskim 4m), nadal ma być wolna od obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę. Co najważniejsze, ustawa objęłaby ochroną także obiekty zbudowane dotychczas. Warunkiem jest aby ich wymiary mieściły się w normach dotychczas zapisanych dla „altan”.

Za tą dosyć prostą, ale skutecznie chroniącą altany, nowelizacją przemawiają argumenty prawno-historyczne przywołane w uzasadnieniu projektu. Nie sposób jednak  nie zadać pytań o przyczynę szokującej wykładni prawa ze strony nadzoru budowlanego.

O co chodzi nadzorowi budowlanemu?

Przecież 900 000 altan „zdelegalizowanych” interpretacją prawa przedstawioną przez urzędników nie powstało w ciągu kilku dni. Przez dziesięciolecia budowało je kilka pokoleń polskich działkowców. Gdzie nadzór budowlany był wówczas? Dlaczego to powszechne zjawisko zakwestionował dopiero dzisiaj? Co spowodowało to nagłe przebudzenie urzędników? Czy ta swoista „wtórna” delegalizacja postępowania miliona polskich działkowców ma coś wspólnego z ponawianymi od kilku lat próbami ograniczania ochrony prawnej ogrodów i ich wykreślaniem z planów zagospodarowania miast? Czy rację mają ci, którzy twierdzą, że niespodziewana wolta w interpretacji prawa budowlanego ma obniżyć koszty likwidacji ROD na cele komercyjne – bo kto zapłaci działkowcom za „nielegalne” altany? A może chodzi o „obcięcie” kosztów państwa i miast przy likwidacji ROD z powodu roszczeń byłych właścicieli, np. w Warszawie, w której znajduje się altana objęta kontrowersyjnym wyrokiem NSA?

Razem możemy zatrzymać rozbiórkę altan!

Wiarygodnej odpowiedzi na powyższe pytania raczej się nie doczekamy. Jednak, zamiast biernie przyglądać się rozwojowi wypadków, PZD zaproponował działanie. Organizacja, która od lat skutecznie broni ogrody i prawa działkowców, opracowała projekt ustawy. Jego cel najlepiej oddaje hasło – STOP ROZBIÓRKOM ALTAN! Liczymy, że naszą inicjatywę poprą nie tylko działkowcy ale również ci, którzy uważają, że tworząc prawo Państwo nie może zastawiać na obywateli pułapek, o których otwarciu decyduje interpretacja urzędników. A tak właśnie jest z działkowcami i ich altanami.

Rozpoczęcie zbierania podpisów będzie możliwe po zarejestrowaniu Komitetu przez Marszałka Sejmu. Powinno to nastąpić około 15 lipca – wniosek w tej sprawie zostanie złożony w najbliższym czasie. Informacja o rozpoczęciu akcji zostanie przesłana niezwłocznie do wszystkich okręgowych zarządów PZD i zarządów ROD.

Przyłącz się. Razem ocaliliśmy ogrody, razem ocalimy altany!

Zapoznaj się z projektem ustawy o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz niektórych innych ustaw (pobierz). 

źródło: pzd.pl

Nie przegap aktualności śledź Swidniczanie.com i bądź na bieżąco!
Ładowanie...
0/5 - 0
Musisz się zalogować.
Wprowadzony w
KNP Świdnica

Kongres Nowej Prawicy prezentuje program dla Świdnicy

Park Centralny Wizualizacja

Park Centralny od nowa

Powiązane wiadomości
2 komentarze do “STOP rozbiórkom altan!”
  1. Adwokat Diabła
    # 25 października 2014 z 10:06

    Według definicji trawnik to „teren dekoracyjny pokryty zwartą, wyrównaną, w miarę jednorodną murawą, uprawianą i pielęgnowaną darnią z roślin trawiastych.” . Definicja ta wydaje się być logiczna, słowo „trawa” sugeruje że należy myśleć o trawniku jako formacji roślinnej składającej się w większości, jeśli nie tylko z tej grupy roślin- rodziny „traw” (według nowego nazewnictwa – Wiechlinowate). Widzimy więc że trawnik prawidłowo rozumiany jest jakby monokulturą, czyli miejscem uprawy jednego gatunku roślin (w tym przypadku nie tyle gatunku co rodziny). Najistotniejszy ale nie jedyny, ponieważ by trawnik mógł być trawnikiem potrzebne jest jeszcze regularne nawadnianie, napowietrzanie, sianie nasion, usuwanie chwastów, a strzyżenia należy wykonywać co 5 -10 dni (w zależności od rodzaju trawnika). Nasze zwyczajne osiedla zieleńce nie są zadbane a stan ich fatalny, miasto nie potrafi dostatecznie zajmować się zielenią by mogło powstać to co wszyscy nazywamy trawnikami. Miasto ogranicza się więc do regularnego koszenia. Łatwo zdać sobie sprawę że efekty takiej ogrodniczej „ignorancji” skutkują negatywnie na zieleń miejską. Dodatkowo często koszona jest trawa niedostatecznie długo po deszczu, gdy jest mokra. Co jest niedopuszczalne według wszelkich zaleceń ogrodniczych, wywołując żółknięcie i obumieranie roślin. Zdarza się również że trawa jest koszona mimo że jest wyjątkowo sucho i prognozy pogody nie zapowiadają żadnych zmian. W takim przypadku również następuję śmierć roślin. Skutkiem tego niewłaściwego gospodarowania jest coroczne wyniszczenie roślin zielnych, tak że często pod koniec okresu wegetacji roślin, nie ma już nic prócz żółtych, wyschniętych, czyli martwych, kęp traw o wysokości 3 cm, które rozmieszczone są dość rzadko, a większość przestrzeni to po prostu zbita ziemia. W miejsce traw rosną natomiast chwasty, które z czasem dominują na całej powierzchni . Każdy widział takie skutki „opieki” nad trawnikiem. Większość z nas prawdopodobnie jest tak przyzwyczajona do tego że w pewnym momencie lata tak właśnie zaczyna wyglądać „trawnik”, że nie jest w stanie podjąć refleksji nad tym patologicznym stanem osiedlowej przestrzeni. Być może również często myślimy że to efekt suszy, gdy w upalne dni po kolejnym koszeniu, trawa zdaje się wysychać. Tak trawa schnie, brak nawadniania i niskie koszenie sprawiają że roślinność przestaje tworzyć swój własny mikroklimat, pomagający w zachowaniu wilgoci i chroniący przed słońcem w upalne dni. Również poważnym problemem jest mała przepuszczalność gleby, która na skutek antropogenicznego wymarcia na jej powierzchni roślin, staję się zbyt zbita, za mało przepuszczalna, co uniemożliwia ukorzenienie kiełkujących roślin. Wiele takich miejsc możemy znaleźć w naszym mieście a wszystkie, są skutkiem braku wiedzy i agro-kultury , pewnych nawyków i przyzwyczajeń . Na terenie Świdnicy nie grabi się traw na jesień i wiosnę , kosi 2 lub 3 razy w roku, znam przypadki koszenia bezpośrednio po deszczy, powodujące gnicie niszczenie traw, w okresie letnim podczas upałów też miało miejsce koszenie bardzo niskie podczas suszy upałów a po okresie koszenia następował długi okres bez deszczu, oczywiście też nie była trawa podlewana . Fakt ten powodował zniszczenie znacznej części traw zdjęcia potwierdzają taką gospodarkę .Teren też jest pod drzewami liściastymi , liściastymi opadłe liście gniją butwieją na trawie niszcząc ją dodatkowo . W miejsce ubytków rozsiewają się chwasty, które stanowią większość na tym terenie . Powiedzmy szczerze w Świdnicy nie mamy do czynienia z trawnikiem zgodnym z w/w sformułowaną definicją . Jest to teren już zniszczony prze brak zabiegów i dbałości , fatalny stan gleby jej zbicie, duże zagęszczenie ogranicza wzrost traw. Ta sytuacja powtarza się od lat 80-tych, kiedy zasiano tu zamiast mieszankę roślin pastewnych , charakterystycznych dla łąk i pastwisk . Obecny stan Świdnickich terenów można określić nie jako trawnik ale teren intensywnej uprawy chwasta .
    Zgodnie z opinią fachowców, pielęgnacja jest mocno zaniedbana i ograniczała się, moim zdaniem, do dwu lub trzech zabiegu – koszenia, często wykonywanego w sposób niewłaściwy (nieregularnie, zbyt późno, cięcie na nieodpowiednią wysokość);Po szczegółowej analizie terenów, można stwierdzić, że trawniki świdnickie okazały się w beznadziejnym stanie trawnikami miejskimi jedynie z nazwy. Są to trawniki zdewastowane, o niejednolitej barwie, przesuszony, o zbitej wierzchniej warstwie gleby, która doprowadziła do osłabienia (rozluźnienia) darni, bądź całkowitego zaniku nawierzchni trawiastej (pustych miejsc), zachwaszczenia runi gatunkami niepożądanymi, m.in. mniszkiem pospolitym, babką zwyczajną, koniczyną łąkową, krwawnikiem i innymi chwastami.
    realny stan wskazuje ,że pod koniec okresu wegetacji trawniki są tak już zniszczony pokryty suchymi źdźbłami zbutwiałymi liśćmi. Okres zimy nacisk śniegu powoduje z bicie tej warstwy scalenie . Brak dbałości zabiegów powoduje, że ten teren jest znacznie zniszczony, wyparta rodzina traw, zastępowana chwastami pospolitymi .
    Zdaniem fachowców jednakże w tym przypadku Świdnickie tereny trudno nazwać trawnikiem, gdyż właściwie kwalifikuje się on do ponownego zagospodarowania metodą pełnej uprawy.

    Tereny świdnickich parków należało by ponownie zaorać , uprawić, uzupełnić warstwą ziemi pięknym, wysokiej jakości czarnoziemem, zwałować i obsiać dobrym gatunkiem trawy , kosić co 5 -10 dni (w zależności od rodzaju trawnika),podlewać podczas suszy, usuwać chwasty itp. – w ten sposób powstałyby trawniki . W takim aspekcie trudna nazwać pana prezydenta i jego świtę Dinozaurami , raczej należało by wysłać na naukę do działkowców świdnickich by ich nauczyli jak należy dbać i pielęgnować tereny zielone .
    Stawiam więc zarzut publiczny niegospodarności terenem zielonym wobec tej ekipy.
    Może lepiej przenieść gabinet pana prezydenta Murdzka do jednej z altanek i niech uczy się jak powinna wyglądać trawa a działkowcom powierzyć funkcje publiczne i naprawy terenów zielonych ?
    Adwokat Diabła

  2. Mieszkaniec Zawiszowa
    # 20 października 2014 z 14:26

    Tereny działkowe należą do działkowiczów i budowa altan powinna być zwolniona z potrzeby pozwoleń a jedynie ewidencjonowana jako obiekt bez płatnie o powierzchni 45 m2 bez względu na konstrukcje jako budowle jedno kondygnacyjne + poddasze użytkowe . Chcą pozbawić działkowców ich terenu i sprzedać pod markety i na tym zarobić . Te tereny trzeba bronić przed , może i lepiej jak działkowcy zarządzali by też barkami miejskimi .